BIELENDA Granat- Cukrowy peeling do ciała
Poszukiwałam nowego peelingu, miałam ochotę na jakiś mocno owocowy i słodki. Gdy zobaczyłam ten w sklepie, nawet nie zastanawiałam się nad kupnem. Sama nazwa - Granat, do tego CUKROWY i jeszcze w takim ładnym opakowaniu... no ideał.
He he he.
No to zacznę może od plusów.
Opakowanie- jest bardzo ładne i masywne.
Sam peeling bardzo dobrze ściera, jest gruboziarnisty.
I to tyle.
Peeling śmierdzi okropnie. To nie jest Granat, ale jakaś naperfumowana mieszanka dziwnych zapachów od których mnie mdli. Konsystencja jest okropna, połowa peelingu spadła ze mnie i się zmarnowała, po użyciu pozostawia tłustą warstwę, ale nie taką oliwkową, tylko jakbyśmy się wysmarowali margaryną. I co najgorsze, po użyciu całe ciało mamy w... brokacie. Tak! Jakie było moje zdziwienie jak cała się świeciłam.
I ostatnia najgorsza rzecz, okropnie szczypała mnie skóra na dekolcie. Pierwszy raz się z czymś takim spotkałam, ale sprawdziłam w internecie → nie tylko ja tak miałam.
Gdzieś jeszcze wyczytałam, że wcale nie jest to peeling cukrowy, bo jest słony. Ja nie próbowałam, nie odważyłabym się dotknąć tej chemii językiem.
Bardzo zawiodłam się na tym produkcie, miałam duże oczekiwania... Żałuję, że nie kupiłam mojego ukochanego czekoladowego z Perfecty, który leżał obok.
No zapowiada się ciekawie. Szkoda, że nie spełnił Twoich oczekiwań.
OdpowiedzUsuńdzisiaj go zużyłam. zgodzę się z Tobą co do tego, że zostawia brokat i tłustą powłokę, co do zapachu.. podobał mi się..
OdpowiedzUsuńMiałam kiedyś ten peeling i mam złe wspomnienia...nie polecam
OdpowiedzUsuń